Kiedyś w pewnej recenzji ktoś podsumował ją słowami "wulgarna, zboczona i owłosiona Żydówka". Choć kompletnie nie myślę o niej w takich kategoriach, to lubię sobie czasami tak o niej pożartować. Tak naprawdę Peaches nie jest zboczona - po prostu otwarcie mówi o sprawach, o których każdy myśli, tylko wstydzi się do tego przyznać... noo, prawie każdy. Teksty na Impeach My Bush opowiadają (czasami w ciekawie zawoalowany sposób) o seksie (także grupowym), penisach, waginach i pochodnych. Mając w rękach jej płytę dokładnie wiemy czego możemy się spodziewać - poza nasączonymi seksualnie tekstami zawsze znajdziemy tylko mocne i ostre podkłady, 100% energii, 0% nudy. Choć muzyka mocno sprecyzowana, złożona przeważnie z szybkich kawałków nie jest przewidywalna czy monotonna. Przy pracy nad tą płytą artystka wiele współpracowała z innymi zaproszonymi muzykami, którzy nadali albumowi żywe, głębokie brzmienie. Zaowocowało to świetnymi rockandrollowymi kawałkami (You Love It, Give'er, Do Ya). Choć rock and roll przejawiał się na wcześniejszych płytach Peaches, to na tej płycie jest on mniej hałaśliwy, a bardziej melodyjny i przemyślany. Peaches nie porzuciła jednak kompletnie pracy z komputerem - brzmienie kawałków oscyluje między rockandrollem, a elektro, z którego jest znana. Różnorodność tą podkreśla niezwykła rozpiętość głosowa Peaches - jej wokal czasami jest niski, czasami wyjątkowo kobiecy (refren Downtown), często też krzykliwy. Jako że płyta to energetyczna bomba najlepszym jej przeznaczeniem jest szalona impreza lub/i ostry seks :-)W SKRÓCIE:
CO? Impeach My Bush
KOGO? Peaches
JAK? energetycznie, elektronicznie, rockandrollowo, drapieżnie, seksualnie
KOMU? spragnionym zabawy, potrzebującym zastrzyku energii
Z KIM? GDZIE? KIEDY? w gronie przyjaciół na szalonej nocnej imprezie
NA ILE? na 4.5/5
W SZCZEGÓLE:
01. FUCK OR KILL. Bomba energetyczna. Najmocniejsze otwarcie albumu, jakie mogłoby być. Beat jest tak szalony i zakręcony, że sprawia wrażenie przypadkowo rozrzuconego, ale tak naprawdę jest starannie dopieszczony i przemyślany. Peaches wykrzykuje tu antytotalitarny tekst.
02. TENT IN YOUR PANTS. Zdecydowanie mój faworyt. Świetny tekst, dopracowany mocny podkład. Uwielbiam mnogość wokali i głosów Peaches (partie mówione, lekko rapowe, wyszeptane, śpiewane). Bez wahania 10+/10.
03. HIT IT HARD. Powoli zapoznajemy się z rockandrollową wersją Peaches: w tej piosence mamy trochę gitarowego i trochę elektronicznego brzmienia. Oczywiście skocznie, tanecznie - sama artystka w tekście zachęca nas do czadu na parkiecie, a my chętnie go dajemy. Idealna na imprezy.
04. BOYS WANNA BE HER. Naprawdę ostry utwór. Można tutaj wyobrazić sobie śpiewającą tę piosenkę Peaches w butach na wysokiej koturnie, futrze i lśniących, grubych łańcuchach spoglądającą na nas lekko z wyższością i pogardą ze sceny... a my się na nią gapimy z otwartymi ustami. To się chyba nazywa glam rock :-) Oczywiście znowu świetny, różnorodny wokal arystki: od lekko rapowych zwrotek, do wykrzyczanych z całej siły wstawek i refrenu.
05. DOWNTOWN. Bujający pierwszy singiel z chwytliwym refrenem, który mnie lekko zaskoczył - nie myślałem, że Peaches potrafi tak wyciągać :-) Kolejny naprawdę dopracowany utwór: świetny podkład i świetne wokale... no i te oddechy!
06. TWO GUYS (FOR EVERY GIRL). Tytuł mówi sam za siebie - chyba jeden z bardziej wulgarnych tekstów na płycie. Peaches kręcą zabawiający się sobą faceci? :> Oczywiście uwielbiam.
07. ROCK THE SHOCKER. Przyjemny utwór z przedyszanym refrenem ;-) Ciekawa linia melodyczna zwrotek. Fajny podkład, szczególnie podobają mi się wysokie dźwięki w refrenie. Najlepszy tekst w piosence: "stop relying on your dick".
08. YOU LOVE IT. Totalny rock and roll and czad, niczym z rockowego festiwalu z kąpielami w błocie. Tak nawet rozpoczyna się utwór: brzmi jakby było to nagranie live. Wydzierająca się Peaches przywodzi na myśl metalowych wokalistów wysuwających język niczym wąż i pokazujących dłonią "różki" (jak to się nazywa? corna?). I love it.
09. SLIPPERY DICK...it's just a fish in the Atlantic. Znowu tytuł mówi sam za siebie :-) Taki o to refren rozdziela zwrotki-wyliczanki. Przyjemne, ostre elektro.
10. GIVE'ER. Znowu rockandrollowe brzmienie, które jest mocną stroną tego albumu. Utwory te są świetnym zastrzykiem energii. Szybkie, szalone, skoczne i pełne czadu. Ciało same rwie się do tańca.
11. GET IT. Bzyczące elektro z lekko dziwnym refrenem. Chyba najsłabszy utwór, mimo wszystko wpasowuje się w klimat płyty.
12. DO YA. Chyba mój ulubiony rockandrollowy kawałek na płycie, pewnie głównie dzięki świetnej reklamie GAPa. Love it.
13. STICK IT TO THE PIMP. Znowu lekko buczący podkład. Mocno i wulgarnie, czyli czysta Peaches. Kocham fragment "I wanna stick it... bet you thought i was gonna say in. But im not".
1 komentarz:
uwielbiam, uwielbiam i uwielbiam Peaches za ten album. chciałem, żeby 100. kupiony przeze mnie album był czymś wyjątkowym, dziwnym, zupełnie innym od tego, co na mojej półce znalazło się wcześniej. Peaches sprawdziła się w tej roli znakomicie.
Prześlij komentarz