Po czterech niezwykle udanych płytach artystki zwanej Reni Jusis wszyscy nagromadzeni dzięki tej dyskografii fani ze zniecierpliwieniem czekali na kolejny, 5 album w jej karierze. Zanim dzień owej premiery nadszedł Reni zapowiadała a to płytę z remiksami, a to "greatest hits", a to nową, studyjną płytę. A co w końcu dostaliśmy? A no trzy w jednym. Trzeba przyznać, że wszystko jest na wysokim, światowym poziomie, ale... no właśnie ale... wszystko jest wtórne, smakujące jak odgrzewany kotlet, a podczas słuchania płyty bez przerwy mamy wrażenie, że "gdzieś to słyszeliśmy". Ta płyta brzmi jak mixtura największych hitów radia Eska lub Radiostacji. Niby Reni czerpie z dobrych wzorców, z dobrej jakościowo muzyki (chociażby przejścia utworów - zdecydowana inspiracja Madonną), ale swoich starych fanów mocno tą płytą rozczaruje. Nie jestem pewien też, czy pozyska nią tych nowych. To zaskakujące, jako że Reni przyzwyczaiła nas do tego, że jest powiewem świeżego powietrza w muzyce, przed wszystkimi zawsze była o krok do przodu prezentując świetne, innowacyjne kompozycje, którym z największą uwagą i przyjemnością przysłuchiwaliśmy się.Ostatnio słyszałem i czytałem wiele negatywnych komentarzy na temat Reni, ludzie mieszają ją z błotem, mówią, że skończyła się. Mocno mi się to nie podoba. Jak można mówić takie rzeczy przy tylko jednej nieudanej płycie? Nawet nie można nazwać tego tendencją spadkową, to tylko mały "wypadek przy pracy". Choć to zupełnie inna bajka, to Mariah Carey także przepowiadano koniec. Gdyby ktoś w nią nie uwierzył na pewno nie nagrałaby przebojowej emancypacji Mimi. Ja jestem wiernym fanem Reni, bez wahania jestem w stanie tą płytę jej wybaczyć i wierzę, że nagra jeszcze płytę lepszą od wszystkich dotychczasowych.
W SKRÓCIE:
CO? Magnes
KOGO? Reni Jusis
JAK? tanecznie, energetycznie, elektronicznie,
KOMU? fanom Eski, spragnionym zabawy przy muzyce bez większego przekazu
Z KIM? GDZIE? KIEDY? tylko na tanecznej imprezie
NA ILE? na 3/5
W SZCZEGÓLE:
01. MAGNES. Radiowa, skrócona wersja mnie zachwyciła. Myślałem wtedy, że "nie ma tak optymistycznych kompozycji na polskim rynku muzycznym". Niestety przez ciągnącą się jak flaki z olejem wersję albumową, nudny i kiepski teledysk oraz domniemany plagiat "Star Guitar" Chemical Brothers zraziłem się do tej piosenki. Troszkę ratuje ją końcówka zamieniona w mój ulubiony remix (Happy Hour People), mimo że przy tym przejściu występuje mały zgrzyt.
02. OCALĘ CIĘ. Trudno ocenić, czy to plus, czy minus płyty, jako że z jednej strony piosenkę znamy ze składanki 2+1, ale z drugiej mało kto mógł tą składankę mieć w swoim posiadaniu. Znowu z jednej strony Reni poszła trochę na łatwiznę wrzucając coś już wcześniej zrobionego, ale z drugiej jest to świetna wersja, zupełnie inna od oryginału 2+1 i doskonale wpasowująca się w klimat albumu. Mimo wszystko cieszę się z tej piosenki na albumie, aczkolwiek troszkę różniąca się wersja ze składanki chyba byłaby lepsza (jest troszkę mroczniejsza, bardziej tajemnicza).
03. GINGER GIRL. Mocne elektro, chwytliwy refren, świetny tekst Mavina. Tak naprawdę w większości nowe piosenki na albumie są niezłe, szkoda tylko że lekko tracą blask się przez ogólne wrażenie płyty.
04. MIXTURA. Mój ulubiony utwór na albumie, ubolewam nad brakiem teledysku, bo mógłby być to jeden z lepszych singli Reni Jusis. Muzycznie troszkę kojarzy mi się z "Get Together" Madonny i "Another Chance" Rogera Sancheza. Za to naprawdę mocno z "Mixturą" kojarzą mi się młodsze od niej remiksy Sophie Ellis Bextor - Catch You (Moto Blanco Club Mix) oraz Disco Freaks - Take Me To The Sun (Freemasons Remix). Niezwykle mnie to zastanawia. Czyżby zachodni DJ'e wygrzebują nieznanych artystów z zaściankowych krajów i mocno inspirują się ich twórczością? Nigdy nie poznamy odpowiedzi na to pytanie...
Nie rozumiem czemu wiele osób uważa, że tekst "Mixtury" jest banalny. Jak dla mnie jest on świetny, naprawdę pomysłowo napisany, a w języku polskim jest to przecież niezwykle trudne. Chyba wszystkie anglojęzyczne teksty ociekają banałem, a jakoś nikomu to nie przeszkadza.
05. GO SPINNING. Całkiem przyjemny utwór tym razem kojarzący się mi z twórczością Goldfrapp.
06. KILKA PROSTYCH PRAWD. Uwielbiam wersję tej piosenki z festiwalu w Sopocie. Nawet lubię wersję teledyskową . Nie znoszę wersji albumowej. Ta ostra aranżacja à la Benny Benassi naprawdę mnie drażni.
07. SINGLE BITE LOVER. Przyznam, iż mimo że niepochlebnie wypowiedziałem się o robieniu z tej płyty 3 w 1 (największe przeboje, remixy, nowe piosenki), to ta wersja utworu chyba podoba mi się bardziej niż oryginalne, trans-misyjne "Kto pokocha?".
08. LENIVIEC. Totalna przeróbka bardzo fajnego utworu z pierwszej płyty Reni. Gdyby nie identyczny tekst na pewno nie rozpoznałbym tej piosenki.
09. HOW CAN I EVER FORGET YOU. Jestem zwolennikiem nie poprawiania tego, co jest już dobre. Przez angielską wersję i zmieniony podkład piosenka straciła na tej płycie swój oryginalny blask.
10. NIEMY KRZYK. Taki mały, balladowy smaczek na zakończenie albumu (pomijając dwa bonusy). I choć piano kojarzy mi się z nielubianym "Join Me" HIM, to jest to naprawdę piękna i wzruszająca kompozycja.
NA ZAKOŃCZENIE:
Podsumowując uważam, że płyta sama w sobie nie jest zła. Są na niej świetne nowe utwory, jak i świetne remixy tych starych, wszystko w aranżacjach na wysokim, światowym poziomie. Dla wiernych fanów Reni ta płyta jest jednak rozczarowująca. Myślę, iż zostałaby ona lepiej przyjęta, gdyby dodano do niej więcej remixów starych utworów i zostałaby oficjalnie określona mianem The Greatest Hits. Mam wrażenie, że wciąż ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną, po Trans Misji płytę - tak, jakby Magnes nie został wydany.




